Po Krańce Gór
No lyrics have been submitted for this track yet.
Magiczną moc, potęgę gór Poczujesz, śmiałku, któryś tam wlazł! Tam rządzi bowiem pradawny bóg Który swą siłą pokonał czas Czarnobóg - imię jego jak burza Która niechybnie zwiastuje bój Wędrowcze drogi, tu, na tej górze W czarownic rękach los leży twój Raz wejdziesz w las, nie wrócisz już Duch w czarnym płaszczu zwabi Cię w mig Strzeżcie się też, Ty i Twój stróż Czarnego konia i zwodniczej mgły "Stój, nogo! Święte są miejsca wszystkie, po których stąpasz Wznieś się w szlaki podniebne, synu Tatr, swoim spojrzeniem Albo przytul się raczej do ogromnego tam dębu Co się ostał zwycięsko burzom aż do tych czasów Gorszy od czasów zniszczenia jest człowiek, co się ośmielił Knutem, Slawio, żelaznym na twoją porwać się szyję Gorszy od wojny, piorunów i od pożaru też sroższy Jest zaślepieniec, co ciska złość swą na własne swe plemię" Niеchaj nie zwiedzie Cię uroda gór Czy to Bеskidów, czy groźnych Tatr Panem Diablaku jest śmierci król A czarny motyl wiele żyć skradł
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Przy ognisku stańmy wszyscy Złapmy się za ręce Krzyczmy imiona naszych Bogów Łącząc się w podzięce Że od wszystkich złych demonów Dzieci są bezpieczne Wiara w ojców moc zapewni Synom szczęście wieczne Na horyzoncie ślad Słowiańskich bogów Masz w zanadrzu szlak Do serca przodków Na firmamencie gwiazd Trop minionych wieków Widnokręgu dal W rękach zwycięzców Przed wiekami na tej ziemi Królowały czas i słońce Z obrzędami chwalebnymi Szliśmy z nocą na manowce Chodź tu do nas miły bracie W krąg nas wstępuj śmiało Pij z nami z rogów miód i piwo A ciągle ci będzie mało Panny w lot za tobą sznurem Moc Mokoszy z nimi Jeżeli Łada dziś wam druhem Dziś jeszcze będą twymi Na horyzoncie ślad Słowiańskich bogów Masz w zanadrzu szlak Do serca przodków Na firmamencie gwiazd Trop minionych wieków Widnokręgu dal W rękach zwycięzców
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Kupił Jaś Kasi naszyjnik z klejnotem By dać jej unikat co podkreśli urodę Zrobił go kowal wioskowy mistrz Magia klejnotu przetrwała do dziś Z najlepszej stali kowal miecze zrobił Tchnął w nich ducha i prawdą zdobił Dzielni wojacy pewni swej broni Wierzą spokojnie że artefakt ich obroni Wybudowali hutę I rozpalili piece Produkcja taśmowa Produkcja masowa Płodził dzieła darski kowal kto je dzierżył nie żałował Czy to okrasę na warownych grotach Czy to obykłe zroić ma wrota Gorski los w szponach fabryki Nie umilkną pieśni stalowej muzyki Nigdy nie braknie potężnej weny Prawdziwe rzemiosło dowodzi swej ceny Gorąca stal w kolorze krwi To z niej kowal wykuł swój mit Epickie legendy o mistrzostwie i sile Ten zawód nigdy nie spocznie w mogile Majster formy zacne niesie treści Godziwe ostrza wspaniałe rękojeści Za obfite dobytek kowal chwalebny Wszegdy dziś tak jak wczoraj potrzebny Kowal przy hucie to ciągle jest mistrz Gdyż jego towary przetrwają wraz z nim Tania fuszerka nie zostawia złudzeń Sława kowalom i nieśmiertelnej sztuce Wybudowali hutę I rozpalili piece Produkcja taśmowa Produkcja masowa
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Noc już zapadła Cisza tylko morza szum Krzyki mew fali gniew Historii szept do snu W orchłani wód Bałtyku skarb Tam gdzie wieczny syren śpiew Faravid swe królestwo miał Tam skąd morza płynie zew W zimowy wieczór w drzwi króla Alfreda Zapukał on Othar go zwano Przybył on z ziemi która krainy Wiecznego mrozu nosiła miano W blasku płomieni snuł opowieści Władca wikingów północy król O lądzie który w falach Bałtyku Z podwodnej perły zmienił sie w muł Czas strawił krainę tę Kvenland na imie jej Niech wieczną chwałę opiewa ta pieśń Nim zblaknie we wspomnień mgle Luli laj
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Słońce gna nastaje dzień Pożegnań przychodzi czas W wodzie Drakkarów cień Wędrowców krew płynie w nas Już czas pozegnać się Nowych lądów przyzywa głos Już nas morza woła zew Co pochłonął niejeden los Hej Wybrzmiewa okrzyk nas Pod prąd płynąć chcemy wciąż Niech wiatr dmie nam prosto w twarz Razem zdobędziemy ląd Północny wiatr niestraszny nam Żeglarska pieśń za pan brat Nocą śpiewy morskich fal Ziemie obce przywodzą w snach Więc pij jeśliś chwat Niechaj leje sie rum Choć ci czasem sypnie piachem w twarz Wzrośniesz w moc będziesz panem mórz Hej Wybrzmiewa okrzyk nas
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Tempus est iocundum O vigines Modo congaudete Vos iuvenes O! O! Totus Floreo Iam amore viginali Totus ardeo Novus novus amor est, quod pereo Novus novus amor est, quod pereo Mea me comfortat Promissio Mea me deportat Negatio O! O! Totus Floreo Iam amore viginali Totus ardeo Novus novus amor est, quod pereo Novus novus amor est, quod pereo Tempore brumali Vir patiens Animo vernali Lasciviens O! O! Totus Floreo Iam amore viginali Totus ardeo Novus novus amor est, quod pereo Novus novus amor еst, quod pereo Mea mеcum ludit Verginitas Mea me detrudit Simplicitas O! O! Totus Floreo Iam amore viginali Totus ardeo Novus novus amor est, quod pereo Novus novus amor est, quod pereo Veni domicella Cum gaudio Veni, veni, pulchra Iam pereo O! O! Totus Floreo Iam amore viginali Totus ardeo Novus novus amor est, quod pereo Novus novus amor est, quod pereo
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Wróg wielmożny i bohater Co się nie bał biednych chronić Męstwo, sława mu kamratem Góry przyjacielem broni Tak Jaruha stara rzekła Dziatki w nią wpatrzone bacznie Noc za oknem, mrok, ulewa Oto się opowieść zacznie Wieki temu, w małej wiosce Na świat przyszło krasne dziecię Ondra dano mu na imię Coby dzielny był w tym świecie Gdy być przestał pacholęciem Zaznać zbójowania chciał wnet Więc z góralskim swym zacięciem Ruszył z domu przed się, het! Ledwo przeszedł kilka mil Z kamratami swymi zbijać Spotkał kogoś, o kim śnił Kogo nic – tylko podziwiać Czarne oczy, włos też czarny Piękna, gibka i robotna A że z Ondry chłop był szwarny Pokochała go Dorota Lecz los szybko dał mu w kość Gdy na jego drodze Zjawił się przedziwny gość Patrząc nań tak srodze Był to bowiem szpetny czart Zwali go Rokita Zawarł z nim Ondraszek pakt Choć czart nie był tego wart Ondra duszę diabłu sprzedał Za co obuch ostry dostał Miał Ondraszka obuch chronić Lecz ten wroga nie rozpoznał Wśród kamratów był Juroszek Kompan z Judaszowym sercem Na momencik wziął obuszek Jeden cios – stał się mordercą Taki koniec był Ondraszka Tu skończyła się legenda Lecz Jaruha rzekła: „Żyją Ci, o których się pamięta”
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Kiedyś grzeczna byłam Cnota mnie lubiła Cały świat mi błogosławił Wszyscy mnie kochali Hoy et oe Maledicantur thylie Iuxta viam posite Dnia pewnego szłam na łąki Kwiatów świeżych szukać On pociągnął za koronki On chciał mnie przytulać Hoy et oe Maledicantur thylie Iuxta viam posite Ujął moją rączkę białą Lecz nie z uprzejmości Mu po prostu brakowało Damskiej otwartości Hoy et oe Maledicantur thylie Iuxta viam posite Zerwał ze mnie białą suknie Symbol mojej cnoty Później przybliżył się ku mnie Zaczął swe zaloty Hoy et oe Maledicantur thylie Iuxta viam posite On ograny ja dziewica Nieco był nieśmiały Lecz swój klucz wyciągnął rychło Otworzył me bramy Hoy et oe Maledicantur thylie Iuxta viam posite Pocom szła tych kwiatków szukać Te cholerne drzewa Właśnie tam mnie zaczął Zabrał mnie do nieba Hoy et oe Maledicantur thylie Iuxta viam posite Skończył myślałam że pójdzie A on dał mi róże Spojrzał na mnie i powiedział „Teraz ty na górze" Hoy et oe Maledicantur thylie Iuxta viam posite
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Gdy świt płomienny noc czarną przepłoszył Powietrza toń przeszył słowików śpiew Ogień wciąż płonie wśród synów Północy Tam legend nie zmaże krew Nagle zza drzew co stare jak świat Z mroku wyłonił się pielgrzym sędziwy Nawiedził braci nie widział ich od lat Potem wyjawił swe sny Szlakiem przetarty czasu znak Przyjaciel niczym zwodzony most Oto co kiedyś czeka was Człowiek w człowieku zaszczepi zło Setki lat później a może chwilę Przy innym ogniu ludzie inni Twarzami bracia lecz za sobą w tyle Nóż przegrają niewinni Szlakiem przetarty czasu znak Przyjaciel niczym zwodzony most Oto co kiedyś czeka was Człowiek w człowieku zaszczepi zło
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
W lęku przed sobą Przed morzem pustynnym Zbuduję własną wieżę Na prochach minionych wieków Które są we mnie Nie daj im odejść na koniec świata Oni są z Tobą ich twierdzą niebo pole walki o jedno imię Nie uwalniaj mnie Wieża schronieniem mym Jej mury z mojej krwi Nie zapomnij mnie Jej głos rozjaśni mrok Co zły wydawał plon Nie wszystek umrę Póki jej kruszcem Kamień z mej Ziemi Ostoi mojej samotności Pramatki Bogów W lęku przed sobą Przed głosem ludu Z okien samotni wsłuchuję się w głos swoich przodków Mówiących cieniem Nie uwalniaj mnie Wieża schronieniem mym Jej mury z mojej krwi Nie zapomnij mnie Jej głos rozjaśni mrok Co zły wydawał plon
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Echo Górskie echo Niesie się w niezmierzonej Bieszczadzkiej mgle W sercu gór i gajów hen w oddali Tam gdzie duchów lasu wiecznie żywy głos Dom dzieliły Biesy wraz z Czadami W rękach ich śmierć i byt ludzki los Czadów dusze złote Biesów imię zło Z matki jednej wszak Anioł i Czart W człowieczą naturę wpisana sromota Serca żar odwagi stal ducha hart Bratem im niebo siostrą górska mgła W słońcu deszczu burzy niesie się ich szept W zielonej krainie górskich legend śpiew Leśne echo woła śmiało zmierzam tam W sercu gór i gajów hеn w oddali Tam gdzie jak zaklęty milczy ludzki czas Mówią przodków głosem prastare dęby Moc i śmiеch wolności zew budzą w Nas Wieki miną nim odrodzą się na nowo Dźwięki rogów przerwał dawnych wierzeń sen Wstań i idź ku szczytom własną drogą Zbudzić ich nim będzie świt imię jego śmierć Bratem im niebo siostrą górska mgła W słońcu deszczu burzy niesie się ich szept W zielonej krainie górskich legend śpiew Leśne echo woła śmiało zmierzam tam Echo Bieszczadzkie echo Niesie się przez stulecia po krańce gór
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
Przyjdź Ziemio Nasza Matko ma Przytul do snu nim przyjdzie brzask Napełnij duchem mórz i skał A kiedy znów zapadnie zmrok i lęki ukołysze noc W jasności rzuć nas tor Tam gdzie mych Ojców dom Oko ludzkie nie zna drogi Słuchaj co Ci szepnie wiatr co od morza gna do morza Zna szum fal i pieśni Tatr Tam gdzie leni się kraina Okupiona krwią poległych Których męstwo honor siła Gaszą wroga czyn haniebny Tam gdzie skarbów jest bez liku Od podnóży dumnych skał Wiedzie szlak aż do Bałtyku O Swaroże siłę daj Tam od domu który Lecha wiecznie sławi dumne imię Orzeł skrzydła rozpościera pamięć przodków nie zaginie Czy to burza czy pożoga Rusza w bój piastowy ród Po wsze czasy chwaląc Bogów Zwalcza znój i życia trud Wzrok ich bystry jak u ptaka Serca harde niczym stal Od Wenedy po gród Kraka Każdy mąż ich siłę zna Sięgaj tam gdzie wzrok nie sięga Krocz do przodu w Ojców imię Nawój nieba wszak potęga Zawsze wzrasta na ruinie Niechaj z ust popłyną pieśni O tych co polegli w walce Niechaj od ostępów leśnych Niosą się aż po gór krańce
Submitted by Pestilence — Jun 03, 2026
No lyrics have been submitted for this track yet.