Córka Oriona
Gdzieś tam u progu bram – nieskończoności, gdzie pył, materii grad - lśnisz pośród gwiazd. Bezkres, on niczym jest - przy twej wielkości, Twój blask - eonów ślad - przyciąga nas. O pani zimowego nieba, Ty lśnisz pośród gwiazd. Lecz drżysz niepewnie tak - nadciąga blask, to zmierzch, burzowy czas - przyspieszenie trwa. Kiedyś przyjdzie taki dzień, Ty rozbłyśniesz w galaktycznym śnie, poprzez trud i gęsty pył - wolność nadejdzie! Wówczas człowiek dowie się, czym naprawdę wielka trwoga jest, jaki mały jego świat - nieistotny dla gwiazd! Tam gdzieś w mgławicy na skrzydłach Oriona, w świetle purpury kona – Betelgeza! Tam gdzieś z mgławicy – nadciąga! Córka Oriona – Betelgeza! Czy przyjdzie nam też skonać? - Wie tylko ona. Betelgeza, Betelgeza! Betel-geza, Betelgeza! Nas pochłonie, to już dziś, to już teraz, tego świata marny koniec!
Submitted by NecroLord — Apr 25, 2025
Uciekam w popłochu w przestrzeń pełną mroku, przed światem załganym, przed ludem "wybranym"! W pościgu za moją rebelią wnet wyrusza krucjata, co tłamsi tego, co nie słucha! Już tylko nicość, o pustko! - Nadchodzę! Utul łagodnie tej idei płomień. Niechaj rozpędzi nową kosmogonię, nieuniknione, teraz i tu. Bez krzyża, bez winy - opuszczam te ruiny. Relikwie, dogmaty, pozorne celibaty. Na przekór bogom - idę własną drogą, a imię moje: Anathema, Anathema sit! W morzu gasnących dziś gwiazd, tam gdzieś ostatni mój ślad! Tam zimny blask, grobowy chłód i spokój – boga nie ma tu! W mroku gasnących dziś gwiazd, tam gdzieś latarni mój blask. Odchodzę w spokoju, wielbiąc zmierzch eonów, heretyk wyklęty, buntownik zapomniany. A prawda rozbrzmiewa, zwiastując koniec nieba w ostatnim z ciemności krzyku świadomości. A imię jego brzmi: Anathema sit! A imię jego brzmi: Anathema sit!
Submitted by BloodShrine — Apr 25, 2025
Krew za krew, śmierć za śmierć, głód i gniew, obłuda goni mnie. Od dwóch tysięcy lat, tak ssie, ja czekam w nadziei na jej kres. A wtedy świat, pochłonie żar, pradawny gniew, kołowrót płonie. Ten świat pochłonie żar, to wróżdy zew! A nas prowadził będzie pradawny gniew! Złoto za grzech, władza za blef, jarzmo, twój kres, napędza herezję. Lecz kłamstwo przeminie, odejdzie precz nieboskłon już wie, to koniec, to zmierzch. Jestem zwiastunem nocy, siewcą przewrotów, jaskółką zmian. Jestem echem rewolty, głosem konwersji, wybrankiem gwiazd! Siewcą przewrotów! Pierwszą jaskółką zmian! Echem rewolty, głosem konwersji, wybrankiem gwiazd! Idę nieunikniony bez winy i wstydu, nie patrzę w wstecz! Kroczę niepowstrzymany z wróżdą sprawiedliwą!
Submitted by Lake of Tears — Apr 25, 2025
This track is instrumental.
On przebył odlegle doliny i bory. Ostępy piekielnych szos. Tu między starymi graniami, na nowo, odkrył swój los! Gdy noc i sen, nigdy się nie kończą, czerń ponurą szarością brzmi. Światło blednie, a Ty więdniesz, tam Cieńkowski otula mrok! On przeżył klątwy, zwidy, ex-mary. Szepty ciemności wczorajszych trosk. Lecz tu, gdzie rosną najwyższe konary, w chwale zasiada widmowy tron! On jest cieniem, wiatrem i skałą! On jest duchem szarości i mgły! On jest widmem, korą i trawą! On jest głosem mroku w ciemności!
Submitted by Immortal — Apr 25, 2025
Przez noc, przez cierń, czarny ogień wzywa mnie. Na szczyt, tam na szczyt, nieustannie idź! Przez krew, przez blef, diabli róg chroni mnie. Już nikt, już nic, nie powstrzyma mnie! Hej, Ty - spójrz w mrok samotnej góry. To tam - mój los zatoczył krąg. Już nikt - nie spojrzy więcej na mnie z góry. Ten szczyt - to mój diabelski dom! Patrz tam - to ja, twój król, twój Pan! Na kolana - zdechły psie, pochyl się! Ta moc, ta siła tylko mnie uwielbiła. To ja, to ja, na szczycie zła! Hen tam na szczycie, mieszkał kiedyś król. On tańczył, bies śpiewał, krew przelewał. Hen tam na grani, leżą martwi pani, co dusze, co życie zaprzedali!
Submitted by Cyberwaste — Apr 25, 2025
Najgęstszy mrok, nie schroni cię, niepowstrzymany zew - podąża za twym snem! W ten las nieprzebyty, pierwotnej czerni dom, szalony gon wyrusza - już za tobą mknie! Lodowe szczyty, na krańcu światów tam, gdzie głód, żal, zgnilizna - jestem z tobą niczym cień! Zapadłe granie w czeluściach piekieł lśnią, to tam krzyż, udręka, blizna – zdobi twoją skroń! Uciekasz przede mną - coraz to dalej, w przekleństwo, obłudę, zmyśloną przestrzeń! A jedno jest pewne – umrzemy bez siebie, ten głos sumienia – ostatnia nadzieja! Od wieków tak, wybierasz martwy świat, lecz w głębi duszy wiesz - Temida znajdzie cię! Więc usłysz dziś, ten jeden w zgiełku szept, co wyznacza kurs poprzez - tysiąc jeden błędnych dróg! Ten głos! - To sumienia wierny twego zew, ten duch! - To wewnętrznych zasad szczery ruch, ten Bóg! - Poprzez tysiąc jeden błędnych dróg, to on! - Wyznacza kurs! Daimonion, Daimonion, Daimonion, Daimonion!
Submitted by Grave666 — Apr 25, 2025
Ten wielki stary duch od tysięcy lat, krąży w każdym z nas, w każdej kropli krwi. Przetrwał wieki klątw, grabież wartości, anathemy swąd nie powstrzymał go. To jest wielki powrót starych dni! Nie zatai nikt - historii tej! Pośród zgiełku miast, ogłupionych mas, niczym więzień łask, w błędnym kole trwasz. Odrzuć kłamstwo dziś, idź ścieżką dawnych dni, tam na samym dnie, w sercu słychać śpiew! To jest wielki powrót starych dni! Nie zatai nikt - historii tej! To jest wielki powrót starych dni! Nie zatai nikt - słowiańskiej czci! Nie zatai nikt: historii tej, słowiańskiej czci, naszej pamięci, dawnej jedności! Ignorancji wbrew, dumnie kroczysz, przez dzisiejszy ciemnogród, jutrzejszej myśli zmierzch. On wraz z Tobą tu - wielki stary duch, na rozstajach dróg, Twój następny ruch!
Submitted by NecroGod — Apr 25, 2025
Duch Twój zamieszkał wyludnione miasta i widm nędzy przepala swe oczy. Duch Twój, gdzieś w dal bezimienne kroczy, jak pogrzeb, wynoszących trędowatych z miast. Biją Ci głucho popękane dzwony i anioł ciemny prowadzi za sobą, - i jak biczownik, okryty żałobą, płaczę - a łzy to nieszczęść dzwony. W zamarzłej dolinie Cienia śmierci, gdzie gwiazd migoczą sarkofagi, budujesz sobie dół - i nagi z płomieniem schodzisz w cienie śmierci. Twe dni, Twój świat, on umarł! Sztandar w ogniu, hymn bez śpiewu, Ty jesteś Panem na bez-brzegu! Nad umarłymi cuda czynić będziesz? Kto w grobie opowie miłość Twoją? Kto prawdę w ziemi zapomnienia wyjawi? Ja na falach – marzyć będę. Byłeś mi czarnym bóstwem, co krwi i ofiary żąda, w roztęczy lśniąc się i w opalach. I Ty z Awernu przyzywałeś mary i serca dumne ważyłeś na szalach. Twe dni, Twój świat, on umarł, on umarł! Twe dni, Twój świat, on przepadł, on przepadł! Sztandar w ogniu, hymn bez śpiewu, Ty jesteś Panem na bez-brzegu! Czas trwogi i zwątpienia, pogardy, zniszczenia. Czas wolności i spełnienia, miłości? Przebaczenia? Okręt mój płynie dalej, gdzieś tam. Serce choć popękane, chce bić. Nie ma cię i nie było, jest noc. Nie ma mnie i nie było jest dzień.
Submitted by Pestilence — Apr 25, 2025
W końcu spotykamy się, na tej, czarnej ziemi, gdzie diabeł śni. Stałem się bestią, żądną krwi, nawet bóg mnie opuścił, złamał nade mną krzyż! Słyszę głosy, wzywasz mnie – tam idź, w stronę światła, tam gdzieś wolność czeka - tam ulga tkwi. Na mej drodze został tylko on – cały w krwi, wilczy książę w blasku nocy lśni – a niebo przed nim drży. Wzywa mnie dziś, księżyc w pełni - muszę iść, nie wygram z nim, rozpala mnie – pragnienie, w kręgu krwi tańczymy - wybacz mi, miłości ma, pewnego dnia – wyrwę się! Czerwony śnieg, w Twych oczach kres – boję się, w osłonie mgły, uciekniemy - przed nocą i dniem, klątwą i snem - razem wtuleni w mrok, robimy krok – dalej!
Submitted by NecroLord — Apr 25, 2025
Żyję — nie żyjąc już w sobie, na życie aniołów spozieram, a w mroku, w rozpaczy umieram. Żyję — nie żyjąc już w sobie, na życie aniołów spozieram, a w mroku, w rozpaczy umieram. In loco tormentorum! In loco tormentorum!
Submitted by Nargaroth — Apr 25, 2025