Cóż po żyznych ziemiach...
No lyrics have been submitted for this track yet.
Gdy Słońce odchodzi by utonąć w morzu lasów I zapomnieć o cierpieniu swoich dumnych synów Ogień zalewa twarze tych, czekających wschodu By zgasnąć i zostawić wieczny blask w ich oczach Lecz dawno zamarzniętych jezior ich smutnych oczu Nie rozpali blask kolejnego zachodu Wszak ileż razy można przeżywać wieczną klęskę I tylko ta ziemia wciąż tuli ich do snu Lecz kiedyś, tam za brzozami, wstanie świtu ognista łuna Jantarowy blask znad zamglonych wód Ognista zorza, wieczy szlak żurawi Blednące morze gwiazd ponad czarnym polem Lecz jeziora błękitne wciąż śnią spokojne O tym co było, nie chcąc spojrzeć w przyszłość A Miesiąc skryty za czarnymi chmurami Skąpi tej ziemi choćby promyka światła Nieubłagany, nieodwracalny wieczny obrót Koła Bogowie! Ileż to piękna, a ileż śmierci znów Przyniеsiecie tym ziemiom kiеdy Słońce umrze? Czy dotrwamy li do wszelkich czasów krańca? A gdy niebiosa zapłoną niosąc białą ciszę Czy ujrzymy jeszcze jak wracają żurawie? U stóp naszych znów niebiosa błękitne Cisza, która śpiewa serca drżeniem Czy rozwkitnie nam kwiecie nadziei? Po zimie, która wciąż nie chce odejść? Czy słyszałeś jak płacze deszcz w dni Peruna gniewu? Wołanie tęskne gdzieś na graniach Czy to łzami mieni się srebrzysta rosa poranka? Śpiewy płynące polami o zmierzchu Ku horyzontów krańcom gnają wiatry Ogniki śród boru płynące w nów Komu lasy przystrojone jantarem i ogniem? Tam na Wschodzie! Świt podpala lasy!
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Niech obdarzy, niech obrodzi Nasze Słonko młode Niech nam trudy wynagrodzi Nasze Słonko drogie Niech się rodzi pośród śniegów Młode Słonko nasze Niech rozporszy zimy mroki Wiosnę nam ogłosi Niech nam zawżdy błyszczy w niebie Wieczne nasze słonko Byśmy mogli iść przed siebie W życia wieczne koło Niech nam świeci nad polami Jak świeciło drzewiej Ojcom By obrodziły plonami W Żyto, owies, proso Niech nam będzie szczodrym ojcem Tak, jak szczodrzy są Bogowie Sławić będziem je w obrzędzie W myśli, czynie oraz mowie A gdy przyjdzie jego starość I opadnie za horyzont My je uczcim paląc ogniе I kładąc szczodrą ofiarę A gdy przyjdzie jego młodość I powróci w pełni siły Sеrca nam wypełni radość Po straszliwych nocach zimy A gdy przyjdzie jego pełnia Każden dniami będzie rady Bo kołowrót nie zamiera Uczyły nas o tem dziady "Oto wielkiemu Dadźbogowi ofiarujemy nienapoczęty chleb, lejemy w ogień miód i składamy ofiarę z plonów tej ziemi. Prosimy go i wszystkich dobrych, wielkich Bogów o zdrowie, rozmnożenie rodziny, przybytek chleba, o zgodę w rodzinie i zdrowie. Aby wysłuchali nasze modlitwy i przybytek, o który prosimy, dali nam dobrzy bogowie." "O Mokoszy, wielka dobra matko! Jak teraz oto Słońce świeci, jak miesiąc wschodzi, podobnie pomnożeniem rodziny, przybytkiem chleba, wszelkim przybytkiem, matko wielka i dobra, uciesz nas. Pozwól nam żyć, śpiewając jak jaskółka, życie ciągnąc jak jedwab, igrając jak gaj, radując się jak góry." Niech nam ziemia płodną będzie Niech nas nosi poprzez wieki Nam jej chwałę głosić wszędzie Gdzie zawiodą losów rzeki Niech nam będzie dobrą matką Niech wychowa nasze dzieci A kto matki swej się wyprze Niech zginie w dziejów zamieci A kto w rodzie ten i z rodem Sam przez czas bieżyć nie będzie Dla gromady i w gromadzie Taki Dola los nam przędzie Niech obdarzy, niech obrodzi Nasza ziemia płodna Niech wyżywi nasze dziatki Niech nas dumnych przez czas nosi
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Ziemio moja! Lepiej byłoby nie znać cię wcale Niźli opłakiwać bez końca W wyczekiwaniu na Wiosnę Mówią, że gdy człek ujrzy odlatujące żurawie W jego sercu rodzi się tęsknota Ta sama, która każe im wracać tu wiecznie Ta, której płacz niesie się po szarych polach I rzucamy swą duszę hen daleko By leciała przez dalekie kraje Niesiona tęskną pieśnią Lecz ona zawsze wraca Bo cóż nam po dalekich krajach? Skoro tyś, moja ziemio Wracasz do życia znów I tęsknoty płacz zamiera Uśmierzony matczyną miłością A człowiek znów jest dzieckiem Pragnącym poznać cię na nowo Ziemio moja! Lepiej byłoby nie urodzić się wcale Niźli trwać przy tobie w trwodze W wyczekiwaniu na wschód Lecz tak upleciony nasz los A kimże jest człowiek by kwestionować wolę Bogów?
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Mój kraj jest tam, gdzie krwawo wchodzi Słońce Tam gdzie gniazdo ma Biały Orzeł Tam gdzie Bałtyk płacze jantarem Tam gdzie Tatry sięgają hen ku gwiazdom I biorę w dłoń garść pradawnej ziemi Użyźnionej przez krew moich Ojców Czystej niczym rosa o poranku I tak dumnej, choć cierpiącej wciąż Lecz mój kraj to ledwie cząstka Wielkiej pięknej ojcowizny ludów Każda jej część niby gałąź Wielkiej lipy stworzonej przez Bogów Nasza dumna ziemia-matka, silne i piękna niczym Wiosna Żyje wciąż i trwa, jak jej dumne syny - dęby I wciąż się złocą pola, i wciąż płyną rzeki Wiecznie bije serce słowiańskiego rodu I choć wiеki straszne zwróciły nas ku sobie Gałęzie lipy naszеj wciąż sięgają w dal A jej korzenie mocne, stare jak ta ziemia W którą wrosła niegdyś by móc kwitnąć wiecznie! Ze Słońcem w sercu, ze Słowem na ustach Słowianie będą wiecznie trwać!
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Wrastając w ziemię sławnych Przodków Sięgając ku kolebca Życia Najgłębsze korzenie, pradawne Źródło Dusza wrasta w ziemię... w wieczności! Dalej w głąb, do zarania dziejów Ku początkom światła, ku bezkresnemu morzu Do praojczyzny całego życia Do żródła siły Świętowitowej! Woda czysta moją krwią Ogień dumny siłą mą Ziemia płodna ciałem mym A Wiatr prędki oddechem mym Wiosna świeża młodością mą Lato znojne życiem mym Jesień cicha śmiercią mą Zima moim odrodzeniem Wieczny obrót koła młyńskiego Na rwącej rzece dziejów Która niesie ludzkie dusze Od źródeł, aż do ujścia Przez ziemie żyznе ludzkiego żywota Głodne by zasiać na nich ziarno Lecz czy ktoś patrzy dziś co siеje? I zważa na to co mu kiedyś przyjdzie zbierać?
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
No lyrics have been submitted for this track yet.
By dla Słońca pieśni śpiewać Niech brat bratu woła "bracie" By tej Ziemi wiecznie bronić Niech brat bratu rękę poda By jej chwałę wiecznie sławić Niech się zbiorą wszystkie ludy Wszyscy, którzy znają Słowa Co w ich sercach zapisane I niech wstanie młode Słońce I przyniesie wiosnę Sławii I niech płoną ognie Jare Przyjdź nam nowe, odejdź stare! I niech wrócą ptaki dumne By zwiastować przyjście Wiosny Niechaj płonie w każdym sercu Swarożyca jasny ogień Niechaj przetną czarne niebo Perunowe błyskawice I niech Mokosz w gwiezdnym tańcu Przyjmie młodego Jaryłę Niczym ziemia płodna Nasze dusze czekają deszczu By w Perunowych gromach Wzrastać aż do nieba Nasze dusze młode Dane nam przez Bogów Z niebiańskiego złota Wykute w ogniu Słońca I dali nam Bogowie Jawski padół we władanie I zasiali jego pola Ziarnem słowiańszczyzny I już nasza w tym powinność By te pola pielęgnować By rodziły poprzez wieki Złoty sławski plon Tam gdzie wieczne Słońce Bawiło się wśród zbóż Tam gdzie złote pola Sięgały aż do niebios Tam gdzie rzeki nurty Niosą wianki ku wieczności Tam płynie pieśń dla Bogów Zawsze wieczna, niezmienna A więc kim dziś jesteś bracie? Dokąd płyną twoje myśli? Czy wciąż sławisz Słońce, bracie? Które jest ci Ojcem wszak? Czy wciąż kochasz swoja ziemię Tę, która jest ci matką? Czy wciąż w twoim Sercu słowa Zapisane i niezmienne? A gdy przyjdzie odejść pora U bram Nawii mglistych stanąć Ile pozostanie po twym Dawnym życiu jawskim? Kiedyś wnuki twe ocenią Ile warty był twój żywot A gdy wrócisz czy rozpalisz Ogień jaśniejszy niż wcześniej!?
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Zima, zima! Biel i cisza ołowianych niebios! Niczym łabędzie dusze, w mroku nowiu płatki śniegu Śród nich się rodzisz słońce I wzrastasz w siłę by wrócić nam światło! I wykuteś jest ze złotej bryły W mroźnym powietrzu zapisane twe piękno Myśli ku Niebu, Czyny ku Ziemi Słońce, Słońce tyś dla nas jest wieczne! Niech się zrodzi na nowo Przyroda Ziemio, Ziemio tyś dla nas jest wieczna! Wiosno Piękna, gdy się budzisz Jaryło! Niczym Miesiąc wzrastający na nocnych niebach Kiedy Mokosz płodna w Perunowych deszczach Swaroże - ty wracasz do wszechwładzy Jawskiej! I wstajesz Słońce, a z tobą wstaje życie W Ziemi - płodnej Mokoszy - nasza jest tedy duma Tedy niеch się radują serca Słońce, Słońce tyś dla nas jеst wieczne! Jako i każdej wiosny po zimie Ziemio, Ziemio tyś dla nas jest wieczna! Lato, ty życiem tętnisz gorącym, gdy Ziemia-Matka bujnie rozkwita Na Słońca chwałę palimy ognie i obmywamy wodą swe ciała Płoną grumadki naszych żywotów, gdy wrastamy w ziemię Przodków Płońże Słońce! Póki czas! Zanim nadejdzie starość twa! Smutek i ducha szarość, w kolory Jesieni przyodziana! Napełnion kielich ducha tym ciężkim nektarem zadumy I wraca noc, i niknie Miesiąc, i umierasz Ziemio A tyś Słońce stare na spoczynek gotowe! I odchodzisz zduszone ciemnością i zimnem, nikniesz w bieli śniegów Których istotą woda - smutek i zaduma odbita w jeziorach sławskich oczu
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Patrzyliśmy, na koniec ery jaką znaliśmy Ery dumy i honoru Patrzylismy, jak gasło światło w oczach Obdarzono nas darem, zmarnowanym bezmyślnie Lasy umarły, niebiosa zniknęły Cisza stała się najstraszliwszą muzyką Gdy Bogowie zapomnieli, gdy Bogowie opuścili Swój lud słowiański! Czy to koniec błękitnych horyzontów? Słońce niezwyciężone, siłę nam daj By powstać z kolan! Świętowit nam przewodził! Piliśmy mgły poranka Leśną żywicę, polną rosę o świcie! Łąki nas witały w chwale! Gdy Mokosz dawała nam plony Jaryło rozdawał dary! Bogowie dawali nam piękne noce A Perun nad borami czuwał wiecznie! Czy to koniec rozgwieżdżonych nocy? Nasze Słońce zaszło na wieki Lecz nadejdzie jego ponowny świt! Słuchalismy świętych pieśni Ich słodkiej melodii w sercu gór Słuchaliśmy płaczu rzek i potoków Słuchaliśmy bajań starych mędrców Leśne polany spowiadały się nam Widzieliśmy w oddali wojny przegrane Alе i te, co wygramy w przyszłości Przyrzekamy na dumę naszych dziadów Przywrócić blask i odnowić potęgę Sławii!!
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Cóż po Żyznych ziemiach, gdy nikt ich nie kocha? Nikt nie zasieje ich ziarnem nadziei Nikt nie zaorze pługiem dziejów Nikt! Nikt! Cóż po Wiośnie, gdy nikt jej nie czeka? Nikogo nie raduje pierwszy grom Nikogo nie napełnia nadzieją Cóż po Ogniu, gdy nikt go nie pali? Nikt nie śpiewa już przy nim pieśni Nikt nie pali go w swym sercu Cóż po Słońcu, gdy nikt go sławi? Nikt nie kłania mu się o wschodzie Nikt nie żegna przed nadejściem nocy Cóż po Wieczności, gdy nikt w nią nie wierzy? Nikt nie czeka spotkania z Przodkami Nikt nie pamięta o wielkich ich czynach Cóż po Gwiazdach, gdy nikt o nich nie marzy? Nikt nie spogląda w rozgwieżdżone nieba Nikomu serce nawet nie zadrży Nikt nie czuje najmniejszej tęsknoty Cóż po Życiu, gdy tak puste ono? Nikt nie wie, skąd przyszedł Nikt już nie wie, dokąd zmierza I nie chce wiedzieć w ogóle już nic Cóż po Żyznych ziemiach, gdy nikt ich nie kocha? Cóż po Błękitnych niebach, gdy nikt ich nie kocha? Cóż po Mądrych rzekach, gdy nikt ich nie kocha? Po cóż w ogóle żyć, by trwać jak kamień?
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026
Z tamtej strony jeziora Stała lipka zielona A na tej lipce, na tej zieloniutkiej Trzej ptaszkowie śpiewali Nie byli to ptaszkowie Jedno trzej braciszkowie Co się spierali o jedną dziewczynę Który ci ją dostanie Jeden mówi - "tyś moja" Drugi mówi - "jak Rod da" A trzeci mówi: "moja najmilejsza Czemu żeś mi tak smutna?" "Jakże nie mam smutna być? Za starego każą iść Czasu niewiele, jeszcze dwie niedziele Mogę miły z tobą być
Submitted by Corpse Defiler — Jun 05, 2026