Albo grubo albo wcale
Włóż serducha całego x3 Albo nie rób tego Pozwól sobie na błędy A się dowiesz którędy Nie ma w błędach nic złego Gdy się uczysz z tego Trawę gryź Mocny jak miś Chodzi o ducha Robić to z serducha Weź mi nie piarbol, tylko bierz do roboty Ma być grubo lub wcale, więcej wiary, ochoty Bądź w tym prawdziwy, nie potrzeba tu czarów Bo to więcej jest warte niż miliony dolarów Włóż w to siebie całego Włóż w to pomysł kolego Dorzuć talent i proszę Tworzysz coś fajnego Waż na słabych doradców Uziemionych latawców Co brutalnie, bez mydła Podcinają skrzydła Lepiej nierówno Ale za to krzywo Chodzi o ducha Robić to z serducha Włóż kawał serca, a to będzie wspaniałe Na bogato i z pompą, ma być grubo lub wcale Nie daj się stłamsić i omijaj pozerów Miodek złapie krzepliwy, tylko misio prawdziwy Włóż serducha całego x3 Albo nie rób tego Albo grubo albo wcale
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Misialina jest proszona do piekiełka Na dywanik, na rozmowę, niech tłumaczy Co, że tego, i dlaczego, o co chodzi? Krzyczą, wrzeszczą, ale co ich to obchodzi? Kim oni są? Czego oni chcą? O co im chodzi? Co im szkodzi? Trza zlewać Oni chcą się przyjebać Chcą tego Wszędzie znaleźć coś złego Wyluzować Bo się można pochorować Żółć to cztery Polskie wyłącznie litery Smaruj smaruj Żółci strupy Smaruj maścią Na ból dupy Z Misialiną Wszystkie chmury Leją sikiem Na te bzdury Za ten poziom wyjebania Szacunek i słowa uznania Misialina broni się przed domysłami Przed głupotą i ciasnymi umysłami Kiedy tylko widzą z dołu - sięga nieba Zaraz znajdą haka, aby się przyjebać Trza zlewać Oni chcą się przyjebać Takie teksty Leczą tylko ich kompleksy Chcą uwagi Więc nie karmić dla rozwagi Bez pieprzenia Maść do ręki, do widzenia Jestem chmurką Misialiną W dupie mam te Pierdolety Razem ze mną Wszystkie chmurki Leją sikiem Na te bzdury Za ten poziom wyjebania Słowa uznania I szacun Każdy niechaj swoje patrzy i nie brudzi Każdy może po swojemu, każdy ludzik Nie pasuje, żółci nie trzeba wylewać Wysmarować to co boli, a nie jebać
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Przywal! Zamach, cios, lewa prosta, to nie walka, to jest chłosta Ale bestia, tyś jej żer, ten przeciwnik nie gra fair Bez litości, leci cios, nokaut był o mały włos Mocny sierp cię zwala z nóg Zamroczony padasz znów Karwa mać, wstawaj z kolan, łeb obity Weź ogarnij się, nie oddawaj rękawicy I na chwiejnych nogach, zbieraj resztę sił Nawarzone piwo, nikt za ciebie nie będzie go pił Wstań, walcz, nie bój, nie bój, zwalnia czas, dostajesz w twarz W głowie mętlik, masz już dość, leci już kolejny cios To przypadek beznadziejny, trudno, masz być dzielny Mocny sierp cię zwala z nóg Wstawaj! Wstawaj! Wstawaj! Karwa mać, wstawaj z kolan, łeb obity Nie użalaj się, nie oddawaj rękawicy I na chwiejnych nogach, zbieraj resztę sił Nawarzone piwo, nikt za ciebie nie będzie go pił Lewa, prawa, i do przodu Broń się, nie daj, unik, lewa Nie daj, nie daj, raaaaaaa 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, wstawaj, wstawaj, wstawaj Karwa mać, ja wiedziałem, żeś ty miły Nie dasz złamać się, popatrz ile ty masz siły I pamiętaj ile razy dostałeś w ten łeb Aby wbić sobie doń, że nie możesz poddać się Ty nigdy nie dałeś się I nigdy nie poddasz się
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Patrzę, a w lesie Biało-różowy Koń z wielkim rogiem, co wyrasta mu z głowy Ani to konik Ni nosorożec To boskie cudo zowie się jednorożec Na głowie róg wyrasta ci wielki I jesz magiczne tęczowe marchewki Wiesz, ja od życia nie chciałem zbyt wiele, ale Zostań mym przyjacielem Ci co mówili, żeś ty postać mityczna Taka zmyślona i fantastyczna To niedowiarki, już się nie śmieją Jednorożce istnieją Wio – Prr – Wiśta - Karwa Koń, co ma róg Przecież to jest cud Niesie światu – przesłanie Rżał mi o tym, ale zapomniałem Jesteś na pewno więcej niż koniem Tak niepozorny, a wygrasz ze słoniem Założę się, że choć masz róg wielki Lubisz jeść różowe żelki Przysiądę przy tobie nad wody strumykiem Nie spłoszę cię kochany, pij, twoje zdrowie Z gęstwiny lasu słychać śpiew boskich ptaków Wszystkie śpiewają o tobie Koń, co ma róg Przecież to jest cud Niesie światu – przesłanie Rżał akurat kiedy nie słuchałem Siedzę z jednorożcem i marchewki żrę Bo marchewkom tak, a burakom nie Wcinamy ze smakiem tęczowe marchewki Śpiewem dziękujemy za różowe żelki Łohooooł Łooohoooooł… W modzie jest już Dla metali róż Jednorożec czerń przegonił I różowy blask odsłonił Koń, co ma róg Wielki boski cud Niesie światu – przesłanie Usłyszałem, lecz nie zrozumiałem
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Uciekł ptasiek od głupotek I cieszy się Już nie sięgną go toksyny I szpony złe W łebku mu się poprawiło Nie smuci się Myśli cudnie uzdrowiło Nie męczy się Bo to powiem ja wam szczerze Jest straszna rzecz Mieć skrzydełka, a nie lecieć I męczyć się Skrzydła swoje Rozpostarł Wolny ptasiek Tego chciał Leci w górę Ku niebu Całe jego Wolno mu W końcu – Wreszcie – Wolny Jezu – Nareszcie – Spokojny Uciekł ptasiek ponad chmury I patrzy w dół Gdzie te wszystkie ziemskie bzdury? Spadły pod stół Oj jak dobrze lecieć sobie Mieć wszystko gdzieś I nie zmuszać się do czegoś Czego nie chcesz Ptasiek jest szczęśliwy, nikomu nie przeszkadza Lecz burakom zawsze jakoś to zawadza Ale taki burak, choćby chciał nie może Dosięgnąć tej chmurki, co po niebie chodzi I choć lecą bomby, torpedy i rakiety Upadają nisko, nie sięgną go te bzdety Skrzydła swoje Rozpostarł Wolny ptasiek Tego chciał Leci w górę Ku niebu Całe jego Wolno mu W końcu – Wreszcie – Wolny Jezu – Nareszcie – Spokojny W końcu – Korzystasz – Ze skrzydeł Wolny – Spokojny - Nareszcie Wreszcie... Nareszcie...
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Frodo był taki, że nie łaknął pierścienia Lecz wskoczył mu na palec sam ku zdziwieniu Dumnych rycerzy, co to mądre, się znajo I pragną skrycie go, lecz go nie dostajo Tak. Zbawi ludzkość ten szkrab Tak. Taki niziołek malutki Tak. Niepozorny to chwat Tak. Taki niziołek Frodo – No ale jak to? Toż to – chuchro płochliwe Z jadem krzyczą i wrzeszczą Dziady i baby chciwe Frodo – taki niziołek Plują baby – toż to matołek On powiernik pierścienia? On wybraniec przeznaczenia? Jak to? Frodo był taki, że nie łaknął pierścienia Bo widział jak ludzi w potwory on zmienia Ten jednak wybrał jego – co ma poradzić? I za to chciwe bestie pragną go zgładzić Tak. Zbawi ludzkość ten szkrab Tak. Taki niziołek malutki Tak. Niepozorny to chwat Tak. Taki niziołek Frodo – No ale jak to? Toż to – chuchro płochliwe Z jadem krzyczą i wrzeszczą Dziady i baby chciwe Frodo – taki niziołek Plują baby – toż to matołek On powiernik pierścienia? On wybraniec przeznaczenia? Dobrze, że lud mimo swego zdania Nie ma tu nic wcale do gadania Znowu omamiono by ich zdrowo Kłócąc się wybraliby chujowo W tych smutnych czasach dobrze mieć kompana Pięknie grubego i wiernego Sama On dobrym słowem, otuchą ratuje Fałszywych druhów celnie demaskuje Był se rycerz o pierścień zazdrosny Siadł przed karczmą i ozorem mieli Ej no ludzie, tylu jest rycerzy Ja bym pierścień między nami podzielił Dobrze, że lud mimo swego zdania Nie ma tu nic wcale do gadania Znowu omamiono by ich zdrowo Kłócąc się wybraliby chujowo
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Już od rana, zapracowana W kuchni pichci, babcia kochana Serce kładzie na talerzu To dla ciebie mój rycerzu Lecz to rycerz wychuchany Prosto z miasta, od małego rozpuszczany Nie szanuje on jedzenia, nie jest wdzięczny Za to, co mu dała matka ziemia Nie chcę, nie jem, nie zjem Wyrzuć, nie chcę, nie jem Lepiej to zjeść i odchorować łoooo Niżby się miało coś zmarnować łoooo Lepiej nie dostać strzałem z kapcia łoooo Którym cię zdzieli twoja babcia łoooo Kto to widział, wciąć wydziwiać Tego nie zjem, lecz nic innego ni ma Nie, nie warto, stać przy garach Kiedy w śmieciach kończy zaraz Ta babuszka, nie jest wredna Jest szczęśliwa, gdy potrzebna Szczytem dla niej twej wdzięczności Zjeść z talerza po całości Babuszka, babuszka Ona taka biedna Dwoi się i troi A jest tylko jedna To co ma to odda Serduszko z talerzy Nie marnuj jedzenia W koszu niech nie leży Leci, leci, leci samolocik Otwórz buzię szeroko szeroko Za babuszkę, za twoją babunię Pogryź, połknij i powiedz - dziękuję
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Siedzieć na dupie i się załamać x 2 Myśleć zamartwiać, i się podłamać x 2 Drzwi zatrzaśnięto, no to oknem wylecę w górę Małym młoteczkiem, ale zrobię w tym murze dziurę Nie wiem, co robić Nie wiem, no nie wiem no Gdyby pomyśleć Jaką wielką głupotą Są te moje dążenia Chyba jestem idiotą Jestem sam Nie mam środków Jest to nieosiągalne Jednak uparty osioł Sięgnąć chce nierealne Jestem sam Nie mam środków Jest to nieosiągalne Jednak uparty osioł Sięgnie po nierealne Ale ja biedny, żale wylewać x 2 Wszystko do dupy, tylko narzekać x2 Pół populacji gorzej ma, nie biadoli tyle Zakasać rękawy, do roboty i nie myśleć tyle Jesteś sam Nie masz środków Jest to nieosiągalne Ależ ty jest uparty Sięgniesz po nierealne Gdyby pomyśleć Jaką głupotą Moje dążenia Jestem idiotą Nie mam środków Nieosiągalne Uparty osioł To nierealne
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026