Darmowe Przytulasy
Co się stało to się stało Przygniotło połamało I spadło jak grom z nieba Trudno dalej żyć trzeba W skali kosmosu to Kruszynka takie co A w mojej galaktyce To jest moje życie Nie na marne i nie na darmo Z tego złego w stronę dobrego Dowaliło do ściany przywarło Ile da się przekuć z tego Posadzę najpiękniejsze chryzantemy purpurowe Przeciw chwastom I będą błyszczeć sobie i rozświetlać przestrzeń Tam gdzie wszystko zgasło Bo tu nic nie można zrobić Trzeba się z tym pogodzić Gdy nie da się naprawić Nie dźwigać a zostawić Łezka wylewa się To nie wstyd to nie źle Lecz psikus zrobię z tego Coś pozytywnego Nie na marne i nie na darmo Z tego złego w stronę dobrego Dowaliło do ściany przywarło Ile da się przekuć z tego Posadzę najpiękniejsze chryzantemy purpurowe Przeciw chwastom I będą błyszczeć sobie i rozświetlać przestrzeń Tam gdzie wszystko zgasło I będą trwalsze od najgorszej zimy ocieplone Serduszkami sklejonymi Chryzantemy mrozoodporne Przezwyciężą najcięższą zimę I tym trwalsze bo wyrośnięte Na przekutej glebie zmarzniętej Nie na marne i nie na darmo Nie przypadkiem nie bez przyczyny Choć zabrało coś nam to dało Serce stopi Śniegi tej zimy
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Mimo, że są prognozy złe, będzie grad i deszcz, idę w zaparte To jest tak, że nie ważne, wiem, nie opłaca się, a jednak warto Nie ma we mnie ani jednej kropli krwi, która w to wątpi Nie ma takiej mocy, bym się poddał i w to wszystko zwątpił Idę przed siebie, gdzie zajdę nie wiem To, co jest ważne, do przodu i odważnie Idę pomimo braku pogody I się nie ścigam bo to nie są zawody Idę choć mówią, co to ma znaczyć? Na co to? Po co? Szkoda czasu tłumaczyć Idę i nucę nutki pod nosem Wartość to błoga, cieszy mnie sama droga Bo, to jest to, to jest to, to jest to Mimo, że są prognozy złe, będzie grad i deszcz, idę w zaparte To jest tak, że nie ważne, wiem, nie opłaca się, a jednak warto Idę i mijam, och góry złote Co tam, nie trzeba, fajnie w kałuży, błocie Idę i ryjek, ryjek się cieszo Gdy widzę, w mordę Wszystko przeszedłem pieszo Bo, to jest to, to jest to, to jest to Mimo, że są prognozy złe, będzie grad i deszcz, idę w zaparte To jest tak, że nie ważne, wiem, nie opłaca się, a jednak warto Nie ma we mnie ani jednej kropli krwi, która w to wątpi Nie ma takiej mocy, bym się poddał i w to wszystko zwątpił Nie żałuję tej wędrówki Były śmiechy, były smutki Dobrze, że to wszystko było Ile mnie to nauczyło Wolnym ptakiem być – z całej siły żyć Fajnie, dziwnie, dla zasady Jednorożce z czekolady Czuję się jak marchewka, Karwa Marchewka w różowej marmoladzie Wśród kalafiorów to dziwny jest gość Marchewka w różowej marmoladzie W gardle gastronomów staję niczym ość Ciągle idę, ciągle w drodze Ciągle mam te siły w nodze I nie zbrzydło mi nic z tego Ciągle przecież coś nowego Wolnym ptakiem być – z całej siły żyć Fajnie, dziwnie, dla zasady Jednorożce z czekolady Czuję się jak marchewka, Karwa Marchewka w różowej marmoladzie Wśród kalafiorów to dziwny jest gość Marchewka w różowej marmoladzie W gardle gastronomów staję niczym ość Marchewka w różowej marmoladzie Łydki ma grube, ale silne są też Marchewka w różowej marmoladzie Idzie do przodu co tam wicher, co tam deszcz
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Co, że z niego obdartuszek? Niepozorny ten Kopciuszek Baby oczom nie wierzyły Ależ one zazdrościły Wyniosłe, chamskie baby wypindrzyły się Śmieją się z kocmołucha, że jest gorszy be To pałacowe damy, kopciuch do lepianki Napompowane pudrem dumne są, że hej A ona chodzi bosa I nie zadziera nosa Z pokorą robi swoje I nie prowadzi wojen A los jej nie pozwoli Tym chamom się zniewolić Bo będzie jej spełnieniem Spotkać się z przeznaczeniem Zmywaj gary podłogi Lep Lep ruskie pierogi Sprzątaj kuchnię łazienkę Nie, nie, nie Ona, śliczną suknię ma, będzie huczny bal, do widzenia Ona, harowała tak, teraz wolne ma, od zmęczenia Ona, swą karocą gna, a we włosach wiatr, do pałacu Ona, będzie tańczyć, pić, aby rankiem wstać, wstać na kacu Może tak być Zobaczył ją, dotknął, poczuł jej woń I rozpoznał, że jest szczera, niekłamliwa Zobaczył że, sztuczne uśmieszki be I zakochał się w niej, ona jest prawdziwa Wyniosłe, chamskie baby chciały schować ją Nie mogły w to uwierzyć, że ją zechciał on Takiego kocmołucha, brzydka, no i głupia Babsztyle piękne i jakże inteligentne A jej biją pokłony Gdy wchodzi na salony Gul skoczy tym z zazdrości Pewnym swojej wyższości Gdy baby zobaczyły Jak bardzo się myliły To wiecie co zrobiły Wszystkiemu zaprzeczyły Zmywaj gary podłogi Lep Lep ruskie pierogi Sprzątaj kuchnię łazienkę Nie, nie, nie Ona, śliczną suknię ma, będzie huczny bal, do widzenia Ona, harowała tak, teraz wolne ma, od zmęczenia Ona, swą karocą gna, a we włosach wiatr, do pałacu Ona, będzie tańczyć, pić, aby rankiem wstać, wstać na kacu Może tak być Zobaczył ją, dotknął, poczuł jej woń I rozpoznał, że jest szczera, niekłamliwa Zobaczył, że sztuczne uśmieszki be I zakochał się w niej, ona jest prawdziwa A baby tylko knują Jak tu wyjść z tego z twarzą Powiedzą, księciu debil Zadaje się z pokraką A niech se tańczą, bawią Kłuje to strasznie baby One są poważniejsze Nie w głowie im zabawy Ona, wzięła z życia to, czego nie mógł nikt, jej pozbawić Ona, zasługuje, ma, niech zazdroszczą jej, chamskie baby Ona, uwolniła się, jej należy się, bądź szczęśliwa Ona, miała słaby start, ale jakże jest, piękny finał Fajne to jest
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Wyszedł z Baru Janusz pany Krokiem pewnym, lecz zachwianym W głowie kręci mu się błogo Idzie trawą, idzie drogą Upadł w krzaki po raz pierwszy Twarzą zarył, spłoszył świerszcze Zniosło go na prostej drodze Podciął się na swojej nodze Wyszedł z Baru Janusz pany Wyszedł miły , oj Na-je-ba-ny Na-je-ba-ny Niech go matka w swej miłości chowa Miał już nie pić, a pije od nowa, wstawaj Niech go nie potępia lud oczami Wszyscy jesteśmy pijakami, wstawaj Koledzy mu pomagają Z krzaków znowu wyciągają Na rower go nie posadzisz Niech cię rower poprowadzi Łap się tu za kierownicę I nie wyjeb na ulicy Już na boki, już tam leci Się wyjebał po raz trzeci Wyszedł z Baru Janusz pany Wyszedł miły, oj Na-je-ba-ny Na-je-ba-ny Niech go matka w swej miłości chowa Miał już nie pić, a pije od nowa, wstawaj Niech go nie potępia lud oczami Wszyscy jesteśmy pijakami, wstawaj Już tak blisko jest do domu Ale wstyd, nie mów nikomu Tu sąsiadka wyszła z pieskiem Tam kolega w oknie z dzieckiem Ale siara, co poradzić? Jak tak można się prowadzić Klucze z kieszeń wygramolił I na schodach się Wypiarbolił Wypiarbolił Karwa Wypiarbolił się Przed klatką się Niech go matka w swej miłości chowa Miał już nie pić, a pije od nowa, wstawaj Niech go nie potępia lud oczami Wszyscy jesteśmy pijakami, wstawaj
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Pomożemy ci Otworzymy drzwi Czy ty wiesz ile życzliwych ludzi wokół jest? Nie denerwuj się (karwa) Nie przeklinaj się (karwa) Mrówki wiedzą to od dawna w kupie siła jest Wypuść czarną chmurę Pokaż gdzie masz dziurę Gdy ręce za krótkie Mrówka woła mrówkę Nie ma, nie ma, żeś ty sam Nie wierz w te bzdury, to jest kłam Nie bój, nie bój, głupio ci Nie dźwigniesz sam, pomożemy ci Co się stało się? To załatwi się Jaki to jest problem? Żaden. Było, nie ma, jest Nie denerwuj się (karwa) Nie przeklinaj się (karwa) Mrówki zawsze to wiedziały, w kupie siła jest Kiedy spotka bieda Pokaż czego trzeba Gdy ręce za krótkie Mrówka woła mrówkę Nie ma, nie ma, żeś ty sam Nie wierz w te bzdury, to jest kłam Nie bój, nie bój, głupio ci Nie dźwigniesz sam pomożemy ci Andrzeju wyjmuj grabie i łopatę By pomóc kopać wielki dół Ludzie jak mrówki, zbiorą się do kupy Zakopią, sprzątną cały ten gnój Nie ma, nie ma, żeś ty sam Nie wierz w te bzdury, to jest kłam Nie bój, nie bój, głupio ci Nie dźwigniesz sam to pomożemy ci Andrzeju wyjmuj grabie i łopatę By pomóc kopać wielki dół Ludzie jak mrówki, zbiorą się do kupy Zakopią, sprzątną cały ten gnój Są jeszcze takie cuda na tym świecie Gdy mrówki w kupie połączą się A siły większej nigdzie nie znajdziecie Ona jest wasza, korzystajcie
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026
Gdybym zmienił w tobie Chociaż jedną rzecz To by pewnie reszta Zmieniła się też Wolę się już zgodzić By ci było lżej A nie cisnąć, żeby Było ciebie mniej Pokochałem ciebie Zawsze byłaś sobą Po co teraz zmieniać Byś nie była tobą Możesz chrapać w nocy I zabierać kocyk Jaki to jest problem? Żaden przecież problem jest Nie-zmie-niaj-się Buziaczka, tulaska, ty cholero nie chcesz Nienawidzę kocham ciebie taką jaka jesteś Daj się pocałować, gdzie się znowu chowasz? Ja z jęzorеm wywalonym, co się nie podoba? Gdyby tak pozbawić Ciebie chociaż krzty By się okazało Żе to już nie ty Wszystko na tym świecie Przychodzi w pakiecie Wszystko połączone Nieodłączne przecież Gdybym miał cię stworzyć Wybrać wszystkie cechy To bym pewnie wybrał Jakieś takie bzdety By to nie działało Byłoby za mało Nie da się skopiować Takaś wyjątkowa Nie-zmie-niaj-się Buziaczka, tulaska, ty cholero nie chcesz Nienawidzę kocham ciebie taką jaka jesteś Daj się pocałować, gdzie się znowu chowasz? Ja z jęzorem wywalonym, co się nie podoba? Nie zmieniaj się Nie zmieniaj się Nie zmieniaj się Nie, o nie Buziaczka, tulaska, ty cholero nie chcesz Nienawidzę kocham ciebie taką jaka jesteś Daj się pocałować, gdzie się znowu chowasz? Ja z jęzorem wywalonym, co się nie podoba? Buziaczka, tulaska, ty cholero nie chcesz Ja tak ciebie kocham, a ty taka dla mnie jesteś Daj się pocałować, gdzie się znowu chowasz? Ja z jęzorem wywalonym, no co jest?
Submitted by NecroGod — Jun 08, 2026