Żywiołak
EP • 2016
Idziemy z Kanią, popatrzcie na nią! Póki czas i żyje, popatrzcie na nią! Idziemy z Kanią, śmierć idzie za nią! Niech grzechy znowu na sobie czuje! Że nam nieszczęścia tu przynosisz z dali Będziem Cię tępym lemieszem dziobali Jak tu są wszyscy ludzie baczliwi Patrzcie raz w roku na nasze dziwy Co zrobić z Kanią? – ściąć, ściąć łeb! Co zrobić ludzie? – ściąć łeb ściąć! Co zrobić z kanią? – ściąć ściąć łeb! Co z Kanią zrobić? – ściąć , ściąć , ściąć!! Na śmierć z Kanią Nowych czasów stare czary Ludzki urok, prawo kary! Zwyczaj stary naszej wiary Chodźcie mary ,wiwat czary! Dla takiej ofiary skakajcie maszkary Kania do kata! już nie polata Gdy Cię za miedzą znów zakopiemy Do białego rana tańcować będziemy Hej świętobliwi ludzie baczliwi Patrzcie raz w roku na nasze dziwy! Trija trija tri janna Trija trija tri janna W sznurach na słupie będziesz siedziała A krеw się po nim znów będzie lała Zetniem Cię wiеdźmo nim czary sklecisz Nigdzie już nigdy stąd nie polecisz
Submitted by Morgoth — Feb 08, 2026
No lyrics have been submitted for this track yet.
Biegną skrzeble, biegną przez lasy, przez błonie Drapieżne żywczyki, upiorne gryzonie Biegną szumnie, biegną tłumnie powikłaną zgrają A nie żyją one nigdy, jeno umierają Umierają, skomląc, szereg za szeregiem Śmierć jest dla nich ciągle dzięki tylko lasach biegiem Śmierć jest dla nich pędem dzikim w nieuchwytne cienie Biegną po to, aby wyśnić martwe swe istnienie Pędzą skrzеble, pędzą, bo niedługo świta Złotym blaskiem kuszą, chwytaj skrzеbla, chwytaj Boją się jasności, uwielbiają cienie Umarłe dziateczki, pędzą znów do ciebie Pędzą skrzeble, pędzą, bo niedługo świta Złotym blaskiem kuszą, chwytaj skrzeble, chwytaj Boją się jasności, uwielbiają cienie A gdy dojrzą ludzi, człek za człekiem ginie Świat śni im się daleki, świat śni im się bliski Śnią się ślepia, śnią się członki i ich własne pyski Śni się im, że kąsać mogą jadowicie Przed snem węszą twoje i swe własne życie Pędzą skrzeble, pędzą, bo niedługo świta Złotym blaskiem kuszą, chwytaj skrzeble, chwytaj Boją się jasności, uwielbiają cienie Umarłe dziateczki, pędzą znów do ciebie Pędzą skrzeble, pędzą, bo niedługo świta Złotym blaskiem kuszą, chwytaj skrzeble, chwytaj Boją się jasności, uwielbiają cienie A gdy dojrzą ludzi - człek za człekiem ginie Przed nami skrzeblimi uciec nie zdołasz Gdy cię dopadnie ta zgraja wesoła Pamiętaj, gdy na skrzeble wyruszysz znów Żywy, pamiętaj, śmierć snem jest bez snów Śmierć snem jest bez snów
Submitted by Morgoth — Feb 08, 2026
No lyrics have been submitted for this track yet.
Pojechał na pole, napotkał pachole A z pola powraca, ksiądz babę obraca Rozgniewała się żona na męża Wzięła pieniążki i poszła do księdza Mój dobrodzieju, Ty doradź mi temu Co ja uczynić mam mężowi swemu Wstań że rano, a choć o północy Zagotuj wody i wyparz mu oczy Wyparz mu oczy, połam jemu nogi I przewlecz jego hen przez cztery progi Tam za lasem, za leszczyną Tańcował ksiądz z gospodynią Kurek zapiał, pies zaszczekał Ksiądz ci pierdnął, jak uciekał! Tam za lasem, za leszczyną Tańcował ksiądz z gospodynią Kurek zapiał, pies zaszczekał Ksiądz ci pierdnął, jak uciekał! Przeprowadź że go przez cztery progi Niechże poczuje połamane nogi Przez cztery progi i przez cztery kijе Napatrz się mężu jako żona bije Tam za lasem, za leszczyną Tańcował ksiądz z gospodynią Kurеk zapiał, pies zaszczekał Ksiądz ci pierdnął, jak uciekał! Tam za lasem, za leszczyną Tańcował ksiądz z gospodynią Kurek zapiał, pies zaszczekał Ksiądz ci pierdnął, jak uciekał! Mało w jezioreczkach kania wode pije Łoh jedenasta godzina, żona męża bije Rozgniewała się żona na męża Wzięła pieniążki i poszła do księdza A weź że świeczki, wypal jemu oczy Pójdziesz gdzie zechcesz czy we dnie czy w nocy
Submitted by Morgoth — Feb 08, 2026
No lyrics have been submitted for this track yet.
No lyrics have been submitted for this track yet.
Chmury, chmury, chmury lewitują Od błyskawic bije boski blask A niechrzczeńców dusze z nimi fruną Taki już ich los jest w taki czas Siedem dni, siedem godzin, siedem minut po śmierci Niechrzczony, umarły, wniebowzięty, przeklęty Dziecka upiór płacze, grad przeklętych pada Duch małej istoty z płanetnikiem gada Chmurniku, chmurniku, zrób ty coś By nam grad nie zniszczył plonów i By pioruny nie budziły strachu Taki już jest los wasz w taki czas On ze świętymi i z demonami Rozmawiał mową innym nieznaną Chmury przeganiał on zaklęciami Siłą tajemną innym nieznaną Słowianie stuchami ich nazywają Siedem dni, siedem godzin, siedem minut po śmierci Niechrzczony, umarły, wniebowzięty, przeklęty Dziеcka upiór płacze, grad przeklętych pada Duch małej istoty z płanеtnikiem gada Chmury, chmury, chmury lewitują Od błyskawic bije boski blask Płanetnicy duchy odżegnują Żeby oddać niebu słońca blask Czarne, ciężkie chmury kierują Oni widzą inny Boży świat Odmieniają dusze z nimi frunąc Taki już ich los jest w taki czas
Submitted by Morgoth — Feb 08, 2026
No lyrics have been submitted for this track yet.
Pięknie w ogrodzie , kiedy mak zakrzcie Tak pruski żołnierz stoi w paradzie Żołnierz za pannę to ni ma grzechu Co raz ją prześpi, narobi śmichu Śmichu narobi, uczciwość straci Jeszcze jej za to kijem zapłaci Ona do pana i do sędziego Nie najdzie sprawy nigdzie na niego Idź ty do pana , do jegomości Nie najdziesz na mnie sprawiedliwości
Submitted by Morgoth — Feb 08, 2026
← Go back to Żywiołak